A to było tak...

2006-06-06 21:25:06

Raport z akcji "Twardogóra":

Akcja rozpoczęła się około godziny szesnastej. W pełnym rynsztunku i stosownym umundurowaniu opuściliśmy sztab, przeprawiliśmy się przez zbiornik wodny powstały w ciągu ostatnich kilku dni w wyniku obfitych opadów atmosferycznych (:P) i dopłynęliśmy do naszej wspaniałej amfibii :P Droga do Twardogóry okazała się dłuższa niż przypuszczaliśmy, a to ze względu na problemy z nawigacją, które z całą pewnością były skutkiem działalności agentów obcego wywiadu :P Około 19:30 dotarliśmy na miejsce przeznaczenia i rozpoczęliśmy szturm na scenę :P.
Gdy w końcu udało się dotrzeć na linię frontu (pod barierki:D) grały już Piersi (wiem, wiem, dziwnie brzmi :P). Przy porządnej wojskowej muzyce (piszę tak, chociaż słowa "rzucę bagnet, rzucę broń..." jawnie nakłaniają do dezercji :P) każda akcja idzie lepiej. Dzięki temu, zanim wróg zdążył rzucić do walki główne siły (zanim wyszły Wilki :D) byliśmy już razem z sojuszniczymi oddziałami (czyli z Kariną, Debi, Zir, Lupusem, a także Damianem i Andrzejem, którzy bronili pozycji na tyłach :P).
Przeciwnik pojawił się na horyzoncie około godziny 21:30, a więc pół godziny później niż podawał wywiad :P Rozpoczęła się walka :P Prawdopodobnie aby dodać sobie animuszu oddziały, z którymi toczyliśmy bój, zaczęły śpiewać. Trzeba przyznać, że śpiewali, jakby byli pewni siebie, ale nie daliśmy się. Myśleli, że im nie podskoczymy, a my skakaliśmy jak rodowici Australijczycy :P (Aborygena akurat nie zaśpiewali :P). Poważną przeskodą okazała się pogoda. Deszcz padał wyłącznie na nasze oddziały, ponieważ przeciwnik wybrał sobie wcześniej osłoniętą pozycję. Mimo niesprzyjających warunków kontynuowaliśmy misję. Bod koniec bitwy przybyły posiłki (Evika i Martucha). Po wyśpiewaniu czternastu piosenek wrogie jednostki zaczęły się wycofywać, ale my wiedzieliśmy, że jest to tylko odwrót pozorowany i utrzymaliśmy pozycje. Nie myliliśmy się. Po chwili wrócili i próbowali ponownie zająć nasze stanowiska, ale już wkrótce(po trzech piosenkach ;) ) atak został odparty i Wilki wycofały się już definitywnie.

Teraz będzie już "po cywilnemu" :P Po koncercie przeszliśmy na bok i zaczęła się wymiana uprzejmości (z mojej strony z uprzejmością było, jak zwykle, raczej ciężko :P) i autografów na otrzymanych od pana Edzia kartkach i zdjęciach. Porozmawialiśmy trochę o... o wielu sprawach (:P) i umówiliśmy się na koncert w Leśnicy (zobaczymy, czy się da... :P).

Jeśli chodzi o sam koncert, to muszę przyznać, że był udany. Wilki "wyły" bardzo dobrze, gitarowanie porządne było, nowe piosenki były, stare piosenki, na które liczyłem też, więc było wszystko, co być powinno. Padający deszcz nie był może zbyt przyjemnym zjawiskiem, ale na pewno "dostarczył wrażeń".

Spotkanie ze Stadem było jak zwykle rewelacyjne. Śmiało mogę powiedzieć, że była to najprzyjemniejsza chwila wieczoru, na którą czekałem, a koncert był tylko "dodatkiem" (wolę koncerty klubowe :D). Zespół spotkać się z nami nie chciał, nie wiedzą co stracili. Niniejszym dziękuję serdecznie Wszystkim osobom, dzięki którym tak przyjemnie czas w Twardogórze spędziłem i liczę na kolejne spotkanie wkrótce...

skomentuj (24)
Strona główna